Kromplewski

Witryna

Esperanta indekso   Беларускi iндэкс   Český index   Deutscher Index   English index   Índice español   Index français

genealogiczna

Magyar index   Indice italiano   Index lietuviškai  

Indeks polski

 

Index în limba română

  Slovenský index   Український iндекс

Oława 14.07.2006

Cel opracowania drzewa genealogicznego rodz. Krumplewskich i Kromplewskich, wspomnienia i wiersze rodzinne

 

Pewnego dnia nawiązałem kontakt z Romualdem Kromplewskim z Bydgoszczy, w celu ustalenia pokrewieństwa. Romuald przysłał mi pięknie napisany życiorys [ponad 200 stron], oraz rodowód swojej rodziny. Ja także chciałem w rewanżu przesłać mu swój rodowód, ale nie miałem zupełnie nic z tych rzeczy. Uświadomiłem sobie jak można tak żyć nie znając swojej tożsamości, swoich przodków i nic nie wiedząc o nich. Postanowiłem naprawić swój błąd życiowy i w pierwszej kolejności zabrałem się do opracowania rodowodu [po mieczu] , w którym będzie ujęta cała nasza rodzina pochodząca z Wileńszczyzny gównie z miejscowości Kajaty, które znajdują się na terenie pięknej krainy zwanej Brasławszczyzną. Tak o niej napisał Jan Robert Stachura w 1935 r.

BRASŁAWSZCZYZNA

Hen pod Łotwą, za lasami,
Kędy płynie rzeka Dzwina,
Otoczona jeziorami,
Brasławszczyzny jest kraina.
Pełno jezior, pełno wody,
Wydmy, piaski, lekkie wzgórza,
Rzadkie wioski, małe grody,
W wielkich lasach kraj się nurza
Wielkie bory przetrzebione,
Rzadko po nich wilki chodzą,
Pachną laki ukwiecone,
A po nich bociany brodzą.
Zbożami rozmaitymi
Szumi gleba małożyzna,
Na rubieżach polskiej ziemi
Trzyma warte Brasławszczyzna.

Uważałem, że rodzinny rodowód będzie pięknym i wartościowym dokumentem rodzinnym, z którego można wyszukać całą rodzinę jej koligacje i pokrewieństwa, co będzie bardzo przydatne dla młodszego pokolenia. Zresztą trzeba wiedzieć, że rodowód to nie tylko spis członków rodziny, jest to zarazem historia danej rodziny, która powinna być w każdym domu. Dla ułatwienia mego zadania w pisaniu rodzinnego rodowodu zapisałem się do Śląskiego Tow. Genealogicznego, gdzie otrzymałem stosowne wskazówki i pomoc w tym temacie, Przez kilka lat marzyłem o stworzeniu takiej strony i mamy ją. Jest to bardzo przydatna forma informacji o rodzinie, dzięki której nawiązałem wiele kontaktów z różnymi osobami o naszym nazwisku. Niech ta strona będzie łącznikiem między wszystkimi osobami i rodzinami Kromplewskich i Krumplewskich rozsianych po Polsce, Litwie, Białorusi, USA i na całym świecie. Jest kilka rodzin w Polsce i na Wileńszczyźnie o nieustalonym pokrewieństwie. Trzeba trochę chęci aby poszukać w archiwach dokumenty metrykalne, ustalić pokrewieństwo z tymi rodzinami, przelać to na papier i w ten sposób zatrzymać proces zapominania o naszych przodkach, a następnie połączyć wszystkich w jednym pięknym rodzinnym drzewie genealogicznym. Z dotychczasowych moich obserwacji dokumentów metrykalnych zauważam jedną istotną i ważna cechę, że większość rodzin Krumplewskich o nieustalonym pokrewieństwie pochodzi z jednej i tej samej parafii Widze. Otrzymałem ciekawy email od Sebastiana Kromplewsky z dalekiej Argentyny tz z Buenos Aires. Po pewnych poszukiwaniach i ustaleniach okazało się, że jego dziadek nazywał się Krumplewski Jan i pochodził ze wsi Bubie koło Widz, a babcia nazywała się Jadwiga Mateika. Miał trzech synów: Antoni, Jan i Alfons. W okresie międzywojennym razem z synem Janem wyjechał do USA bez żony, a syn Alfons następnie dołączył do niego. Natomiast syn Antoni jako Oficer Wojska Polskiego zamieszkał i ożenił się w Kielcach i tu właśnie mieszkają jego dzieci z rodzinami. Krumplewski Jan dziadek Sebastiana brał udział w wojnie w Hiszpanii i był ranny. Udało mu się schronić w klasztorze, a następnie jako uciekinier wsiadł do pierwszego lepszego statku, którym dopłynął do Argentyny. I tu w Argentynie podjął pracę jako budowlaniec, ożenił się po raz drugi i miał sześcioro dzieci.

Wszystkie te informacje o dziadku Sebastiana mam zapisane, oraz opracowany mam jego rodowód łącznie z rodziną z Kielc i liczę na to, że może kiedyś uda się ustalić pokrewieństwo i połączyć z naszym rodowodem.

Obecnie nie udało się ustalić między nami pokrewieństwa, ale w dalszym ciągu szukam odpowiednich dokumentów metrykalnych w Centralnym Archiwum Historycznym Litwy

A teraz pytanie jakich przodków pokazuje nasz rodzinny rodowód.? W spisie inwentarzowym z 1795r zapisany jest nasz pierwszy przodek Maciej Krumplis syn Kazimierza. W spisie tym jest on zapisany jako bojar posiadający 1 włókę i 13 morgów ziemi, za która płacił następujący podatek: 70 zł i 12 gr jako czynsz i 10zł jako podymne. W dokumencie metrykalnym urodzenia jego syna Felicjana z dn 09.12. 1804r Maciej już jest zapisany jako Krumplewski z żona Anną i z adnotacją szlachetni. W pozostałych dokumentach metrykalnych , które znajdują się w Centralnym Państwowym Archiwum Historycznym Litwy potomkowie Macieja i Felicjana są zapisani jako pracowici tz chłopi. Mieszkali głównie w Kajatach [stara nazwa Jurgielany], oraz w Zygmunciszkach i Matejkiszkach, zajmowali się pracą na roli i z tego żyli. Byli katolikami przez setki lat, a ich dokumenty metrykalne były sporządzone i prowadzone przez księży z parafii Widze. To co do tej pory udało się opracować i odszukać zapisując do rodzinnego rodowodu to jest dopiero początek pracy i zbierania informacji o naszej rodzinie. Genealogia rodzinna jest to temat ciągły, który powinien być kontynuowany, uzupełniany i przekazywany z ojca na syna. W trakcie poszukiwań dokumentów metrykalnych, które dla naszej rodziny prowadzi w Wilnie Albert Wołk student historii udało się ustalić, że kilka rodzin o nazwisku Krumplis pochodziło z zaścianka Krumple. Nasuwa się podejrzenie, że ten zaścianek może być gniazdem rodzinnym, ale to wymaga dalszych poszukiwań. Trzeba przyznać, że dokumenty w Wileńskim Archiwum zostały w większości przeglądnięte, a te które dotyczyły naszej rodziny zrobiono z nich fotokopie [razem ponad 300 szt.]. Pozostały jeszcze dokumenty metrykalne w ZAGS [Urząd stanu Cywilnego] w Brasławiu – Białoruś i tam koniecznie trzeba dotrzeć. Trzeba szukaćżnych możliwości i sposobu dojścia do tego urzędu, co nie jest sprawa łatwą, bo Białorusini stwarzają duże problemy i żądają sporych opłat. Następnym planem i celem, do którego należy dojść jest zorganizowanie zjazdu rodzinnego. Byłaby to piękna, rodzinna impreza, na której można poznać całą rodzinę, a szczególnie młode pokolenie i przekazać mu wszystkie informacje, wspomnienia i opowieści o naszych przodkach i ojcach pochodzących z Brasławszczyzny, oraz zrobić pamiątkowe zdjęcia. Pięć lat, w ciągu których piszę rodowód i zbieram do niego informacje jest to krótki okres w stosunku do kolegów ze Śląskiego Tow. Genealogicznego. Niektórzy genealogia rodzinną zajmują się po 20-30 lat i mają za sobą zorganizowane po klika zjazdów rodzinnych. Uważam, że w naszym przypadku zorganizowanie jednego zjazdu byłoby wielkim sukcesem rodzinnym.

Niech moja strona internetowa będzie hołdem dla naszych ojców i dziadków, którzy odeszli, bo „człowiek żyje tak długo jak żyje pamięć o nim“ By zachować pamięć o nich dlatego zbieram wszelkie informacje rodzinne, wspomnienia, zdjęcia, kroniki, i opowieści aby w ten sposób tworzyć historię własnej rodziny.

Kromplewski Franciszek

 

WSPOMNIENIA – OPWIEŚCI RODZINNE

1] Losy wojenne Kromplewskich z Plateryszek parafia Smołwy

Przed wojną rodzice moi mieli gospodarstwo rolne i mieszkali w chacie z drewnianych bali pokrytej słomą. W związku z tym, że chata była w kiepskim stanie rodzice wybudowali opodal nowy ładny i wygodniejszy dom. Długo tym domem nie nacieszyli się, bo nadeszła druga wojna światowa. Gdy zbliżył się front w miejscu gdzie były budynki moich rodziców i sąsiadów usadowili się Rosjanie z ciężkim sprzętem i katiuszami. Natomiast po drugiej stronie rzeczki pozycje swoje zajęli Niemcy. Rozpoczęła się kilkudniowa walka z użyciem ciężkiego sprzętu bojowego i lotnictwa. W naszej chacie Rosjanie urządzili punkt sanitarno – opatrunkowy. Rodzice z rodzeństwem musieli uciekać ze swojego domu i chronić się w schronach przed bombami i gradem pocisków. W czasie tych działań wojennych moja mama urodziła bliżniaki. Był to brat Walerian i siostra Wanda. Brat przeżył te ciężkie czasy frontowe, natomiast siostra zmarła. Gdy ustały działania wojenne rodzice z całą rodziną powrócili do swojego domu, którego już nie zastali bo został spalony. Pozostała tylko stara chata, a wkoło niej wszystko było spalone , zniszczone łącznie ze zbożem i dorobkiem całego życia. Z tego co dorobili się przed wojną pozostał tylko jeden kurczak i kot bez ogona, życie trzeba było zaczynać zupełnie od nowa. Były to bardzo ciężkie czasy, nastała władza sowiecka, likwidacja prywatnej własności i kolektywizacja. Zostały obowiązkowo założone kołchozy i obowiązkowa w nich praca. Brakowało podstawowych środków do życia, a za pracę w kołchozie otrzymywało się głodową wypłatę raz do roku. W tych warunkach doczekaliśmy się 1956 roku w którym to ojciec otrzymał zgodę na wyjazd do Polski.

Franciszek

2] Śmierć oficera Wojska Polskiego

Dziadek mój Józef miał siostrę Salomeję, która wyszła za mąż za Puciatę Antoniego. Mieli wnuczkę Annę, której mężem był Barbarowicz Bronisław oficer Wojska Polskiego. W roku 1944 gdy wkroczyła na Wileńszczyznę Armia Czerwona Bronisław Barbarowicz mieszkał wraz z rodziną w Zygmunciszkach.

W dniu 05.07.1944 został w podstępny sposób poproszony o wyjście przed dom. W tym momencie Rosjanin z ukrycia zastrzelił go przed własnym domem . Pozostała po nim żona Anna z małym synkiem Waldemarem.

Mój ojciec Franciszek był zaprzyjaźniony z rodziną Barbarowiczów i często z nią rozmawiał .

Żona Bronisława Barbarowicza podarowała dla mego ojca ładnego konia po swoim mężu. Był to dla mego ojca piękny prezent i pamiątka po poległem oficerze. W momencie gdy ojciec przyprowadził tego konia do domu i zaczął nim pracować w gospodarstwie dowiedziały się o tym ówczesne władze sowieckie, że to jest koń oficera Wojska Polskiego. Finał był taki, że ojciec mój został zmuszony do oddania tego konia z powrotem

Franciszek

3] Żywicielka rodziny

Opowieść rodzinna od kolegi Romualda Kromplewskiego z Bydgoszczy

Opowieści mojej teściowej, Matyldy Jaroszewskiej z d. Habdas,

przekazane mi przez jej córkę, a moją żonę Elżbietę. (Dotyczą

czasów I wojny światowej].

Mieszkaliśmy w Oświęcimiu na Zasolu: mama Zuzanna, tata i nas czworo dzieci. Mama była bardzo religijna, pracowała w parafii przy udzielaniu pomocy ubogim. Od nich przywlokła gruźlicę, którą zaraziła mego brata Karola. Potem wycięto mu przez to część płuc. W owym czasie był wielki głód. Nie mieliśmy co jeść. Ojciec pracował wprawdzie na kolei i przynosił wór pieniędzy, ale nic za nie można było kupić. Dostawaliśmy coś niecoś w sklepie u Żyda ?na kreskę?. Potem przychodził on co jakiś czas i zabierał za to z naszego mieszkania co mu się podobało. Mieliśmy wtedy kotkę, taką małą i niepozorną. A w pobliżu były stawy, gdzie hodowano ryby. Kotka chodziła nad te stawy, wyławiała dużą rybę i idąc tyłem ciągnęła ją za sobą do domu W ten sposób żywiła nas wszystkich, a sama też dostawała swą dolę. Niestety, pewnego razu dozorca strzegący stawów ją złapał i zabił. Zginęła nasza jedyna żywicielka.

4] Na zsyłce

Następna opowieść od Romualda Kromplewskiego. Są to wspomnienia jego kuzyna, księdza Kazimierza Świątka który był zesłany na Syberię , obecnie jest kardynałem Białorusi

Dopiero w ostatnich latach pobytu w obozie zdobyłem opłatki i rodzynki, dzięki czemu mogłem w ukryciu sprawować Mszę Świętą. Jako kielich służył mi mały porcelanowy kubek, natomiast konsekrowane postacie roznosiłem katolikom w pustym pudełku po zapałkach.

Na Wielkanoc w obecności kilku więźniów ? katolików, w pralni w kłębach gęstej pary, odprawiłem Mszę Świętą. Jakiż kunsztowny i wzruszający był wielkanocny śpiew ?Wesoły nam dziś dzień nastał?, który rozpocząłem. To była najbardziej pamiętna rezurekcja w moim życiu?.

W Workucie zaś zorganizowałem Wigilię Bożego Narodzenia. Z prycz zrobiliśmy stół i rozłożyliśmy na nim różne potrawy. Ja położyłem przydział chleba, zaoszczędzony przeze mnie w ciągu dwóch dni. Inni, a było ich ponad dziesięciu, rozłożyli najlepsze potrawy, jakie otrzymali z paczek żywnościowych. Były również opłatki. Trzymając w ręce opłatek, zwróciłem się do zebranych. Mój głos drżał, obecni wycierali łzy. Nagle otworzyły się drzwi i wszedł komendant z pistoletem w ręce, a za nim żołnierz z karabinem i sztykiem na nim osadzonym. ? Co wy robicie? ? spytał komendant. Stanąłem naprzeciw niego i zacząłem wyjaśniać obrzęd Wigilii. Wyciągnąwszy rękę z opłatkiem, zaproponowałem mu podzielenie się nim i złożenie życzeń świątecznych. Sytuacja była oryginalna i pełna napięcia. Oto dwie wyciągnięte ręce: moja z opłatkiem i kagebisty z pistoletem. Komendant schował pistolet do kabury, przeprosił, że nie może przyjąć opłatka, ponieważ jest na służbie, ale zezwolił kontynuować tę naszą Wigilię i wyszedł wraz z żołnierzem z celi. Gdy wychodził, zaśpiewałem naszą tradycyjną kolędę ?Wśród nocnej ciszy?. Rano następnego dnia zostałem przeniesiony z Workuty do głuchej tundry północnej

WIERSZE

 

1] Dwa Wiersze napisane kaligraficznie i własnoręcznie przez Krumplewskiego Michała [ojciec Jerzego Krumplewskiego] do ukochanej podczas internowania w Rumunii w latach 1939 i 1940



Aktualizacja: październik 2007

Napisz do Franciszka

Kodowanie: Unikodo UTF-8

Aktualigo: oktobro 2007

Bonvolu skribi al Franciszek

© Franciszek Kromplewski 2005