![]() |
Kromplewski |
Witryna |
|
|
|
|
|
|
|
||||||
|
genealogiczna |
|
|
|
|
|
|
|
Oława 14.07.2006
Cel opracowania drzewa genealogicznego rodz. Krumplewskich i Kromplewskich, wspomnienia i wiersze rodzinne
Pewnego dnia nawiązałem kontakt z Romualdem Kromplewskim z Bydgoszczy, w celu ustalenia pokrewieństwa. Romuald przysłał mi pięknie napisany życiorys [ponad 200 stron], oraz rodowód swojej rodziny. Ja także chciałem w rewanżu przesłać mu swój rodowód, ale nie miałem zupełnie nic z tych rzeczy. Uświadomiłem sobie jak można tak żyć nie znając swojej tożsamości, swoich przodków i nic nie wiedząc o nich. Postanowiłem naprawić swój błąd życiowy i w pierwszej kolejności zabrałem się do opracowania rodowodu [po mieczu] , w którym będzie ujęta cała nasza rodzina pochodząca z Wileńszczyzny gównie z miejscowości Kajaty, które znajdują się na terenie pięknej krainy zwanej Brasławszczyzną. Tak o niej napisał Jan Robert Stachura w 1935 r.
BRASŁAWSZCZYZNA
Hen pod Łotwą, za lasami,
Kędy płynie rzeka Dzwina,
Otoczona jeziorami,
Brasławszczyzny jest kraina.
Pełno jezior, pełno wody,
Wydmy, piaski, lekkie wzgórza,
Rzadkie wioski, małe grody,
W wielkich lasach kraj się nurza
Wielkie bory przetrzebione,
Rzadko po nich wilki chodzą,
Pachną laki ukwiecone,
A po nich bociany brodzą.
Zbożami rozmaitymi
Szumi gleba małożyzna,
Na rubieżach polskiej ziemi
Trzyma warte Brasławszczyzna.
Uważałem, że rodzinny rodowód będzie pięknym i wartościowym dokumentem rodzinnym, z którego można wyszukać całą rodzinę jej koligacje i pokrewieństwa, co będzie bardzo przydatne dla młodszego pokolenia. Zresztą trzeba wiedzieć, że rodowód to nie tylko spis członków rodziny, jest to zarazem historia danej rodziny, która powinna być w każdym domu. Dla ułatwienia mego zadania w pisaniu rodzinnego rodowodu zapisałem się do Śląskiego Tow. Genealogicznego, gdzie otrzymałem stosowne wskazówki i pomoc w tym temacie, Przez kilka lat marzyłem o stworzeniu takiej strony i mamy ją. Jest to bardzo przydatna forma informacji o rodzinie, dzięki której nawiązałem wiele kontaktów z różnymi osobami o naszym nazwisku. Niech ta strona będzie łącznikiem między wszystkimi osobami i rodzinami Kromplewskich i Krumplewskich rozsianych po Polsce, Litwie, Białorusi, USA i na całym świecie. Jest kilka rodzin w Polsce i na Wileńszczyźnie o nieustalonym pokrewieństwie. Trzeba trochę chęci aby poszukać w archiwach dokumenty metrykalne, ustalić pokrewieństwo z tymi rodzinami, przelać to na papier i w ten sposób zatrzymać proces zapominania o naszych przodkach, a następnie połączyć wszystkich w jednym pięknym rodzinnym drzewie genealogicznym. Z dotychczasowych moich obserwacji dokumentów metrykalnych zauważam jedną istotną i ważna cechę, że większość rodzin Krumplewskich o nieustalonym pokrewieństwie pochodzi z jednej i tej samej parafii Widze. Otrzymałem ciekawy email od Sebastiana Kromplewsky z dalekiej Argentyny tz z Buenos Aires. Po pewnych poszukiwaniach i ustaleniach okazało się, że jego dziadek nazywał się Krumplewski Jan i pochodził ze wsi Bubie koło Widz, a babcia nazywała się Jadwiga Mateika. Miał trzech synów: Antoni, Jan i Alfons. W okresie międzywojennym razem z synem Janem wyjechał do USA bez żony, a syn Alfons następnie dołączył do niego. Natomiast syn Antoni jako Oficer Wojska Polskiego zamieszkał i ożenił się w Kielcach i tu właśnie mieszkają jego dzieci z rodzinami. Krumplewski Jan dziadek Sebastiana brał udział w wojnie w Hiszpanii i był ranny. Udało mu się schronić w klasztorze, a następnie jako uciekinier wsiadł do pierwszego lepszego statku, którym dopłynął do Argentyny. I tu w Argentynie podjął pracę jako budowlaniec, ożenił się po raz drugi i miał sześcioro dzieci.
Wszystkie te informacje o dziadku Sebastiana mam zapisane, oraz opracowany mam jego rodowód łącznie z rodziną z Kielc i liczę na to, że może kiedyś uda się ustalić pokrewieństwo i połączyć z naszym rodowodem.
Obecnie nie udało się ustalić między nami pokrewieństwa, ale w dalszym ciągu szukam odpowiednich dokumentów metrykalnych w Centralnym Archiwum Historycznym Litwy
A teraz pytanie jakich przodków pokazuje nasz rodzinny rodowód.? W spisie inwentarzowym z 1795r zapisany jest nasz pierwszy przodek Maciej Krumplis syn Kazimierza. W spisie tym jest on zapisany jako bojar posiadający 1 włókę i 13 morgów ziemi, za która płacił następujący podatek: 70 zł i 12 gr jako czynsz i 10zł jako podymne. W dokumencie metrykalnym urodzenia jego syna Felicjana z dn 09.12. 1804r Maciej już jest zapisany jako Krumplewski z żona Anną i z adnotacją szlachetni. W pozostałych dokumentach metrykalnych , które znajdują się w Centralnym Państwowym Archiwum Historycznym Litwy potomkowie Macieja i Felicjana są zapisani jako pracowici tz chłopi. Mieszkali głównie w Kajatach [stara nazwa Jurgielany], oraz w Zygmunciszkach i Matejkiszkach, zajmowali się pracą na roli i z tego żyli. Byli katolikami przez setki lat, a ich dokumenty metrykalne były sporządzone i prowadzone przez księży z parafii Widze. To co do tej pory udało się opracować i odszukać zapisując do rodzinnego rodowodu to jest dopiero początek pracy i zbierania informacji o naszej rodzinie. Genealogia rodzinna jest to temat ciągły, który powinien być kontynuowany, uzupełniany i przekazywany z ojca na syna. W trakcie poszukiwań dokumentów metrykalnych, które dla naszej rodziny prowadzi w Wilnie Albert Wołk student historii udało się ustalić, że kilka rodzin o nazwisku Krumplis pochodziło z zaścianka Krumple. Nasuwa się podejrzenie, że ten zaścianek może być gniazdem rodzinnym, ale to wymaga dalszych poszukiwań. Trzeba przyznać, że dokumenty w Wileńskim Archiwum zostały w większości przeglądnięte, a te które dotyczyły naszej rodziny zrobiono z nich fotokopie [razem ponad 300 szt.]. Pozostały jeszcze dokumenty metrykalne w ZAGS [Urząd stanu Cywilnego] w Brasławiu – Białoruś i tam koniecznie trzeba dotrzeć. Trzeba szukać różnych możliwości i sposobu dojścia do tego urzędu, co nie jest sprawa łatwą, bo Białorusini stwarzają duże problemy i żądają sporych opłat. Następnym planem i celem, do którego należy dojść jest zorganizowanie zjazdu rodzinnego. Byłaby to piękna, rodzinna impreza, na której można poznać całą rodzinę, a szczególnie młode pokolenie i przekazać mu wszystkie informacje, wspomnienia i opowieści o naszych przodkach i ojcach pochodzących z Brasławszczyzny, oraz zrobić pamiątkowe zdjęcia. Pięć lat, w ciągu których piszę rodowód i zbieram do niego informacje jest to krótki okres w stosunku do kolegów ze Śląskiego Tow. Genealogicznego. Niektórzy genealogia rodzinną zajmują się po 20-30 lat i mają za sobą zorganizowane po klika zjazdów rodzinnych. Uważam, że w naszym przypadku zorganizowanie jednego zjazdu byłoby wielkim sukcesem rodzinnym.
Niech moja strona internetowa będzie hołdem dla naszych ojców i dziadków, którzy odeszli, bo „człowiek żyje tak długo jak żyje pamięć o nim“ By zachować pamięć o nich dlatego zbieram wszelkie informacje rodzinne, wspomnienia, zdjęcia, kroniki, i opowieści aby w ten sposób tworzyć historię własnej rodziny.
Kromplewski Franciszek
WSPOMNIENIA – OPWIEŚCI RODZINNE
1] Losy wojenne Kromplewskich z Plateryszek parafia Smołwy
Przed wojną rodzice moi mieli gospodarstwo rolne i mieszkali w chacie z drewnianych bali pokrytej słomą. W związku z tym, że chata była w kiepskim stanie rodzice wybudowali opodal nowy ładny i wygodniejszy dom. Długo tym domem nie nacieszyli się, bo nadeszła druga wojna światowa. Gdy zbliżył się front w miejscu gdzie były budynki moich rodziców i sąsiadów usadowili się Rosjanie z ciężkim sprzętem i katiuszami. Natomiast po drugiej stronie rzeczki pozycje swoje zajęli Niemcy. Rozpoczęła się kilkudniowa walka z użyciem ciężkiego sprzętu bojowego i lotnictwa. W naszej chacie Rosjanie urządzili punkt sanitarno – opatrunkowy. Rodzice z rodzeństwem musieli uciekać ze swojego domu i chronić się w schronach przed bombami i gradem pocisków. W czasie tych działań wojennych moja mama urodziła bliżniaki. Był to brat Walerian i siostra Wanda. Brat przeżył te ciężkie czasy frontowe, natomiast siostra zmarła. Gdy ustały działania wojenne rodzice z całą rodziną powrócili do swojego domu, którego już nie zastali bo został spalony. Pozostała tylko stara chata, a wkoło niej wszystko było spalone , zniszczone łącznie ze zbożem i dorobkiem całego życia. Z tego co dorobili się przed wojną pozostał tylko jeden kurczak i kot bez ogona, życie trzeba było zaczynać zupełnie od nowa. Były to bardzo ciężkie czasy, nastała władza sowiecka, likwidacja prywatnej własności i kolektywizacja. Zostały obowiązkowo założone kołchozy i obowiązkowa w nich praca. Brakowało podstawowych środków do życia, a za pracę w kołchozie otrzymywało się głodową wypłatę raz do roku. W tych warunkach doczekaliśmy się 1956 roku w którym to ojciec otrzymał zgodę na wyjazd do Polski.
Franciszek
2] Śmierć oficera Wojska Polskiego
Dziadek mój Józef miał siostrę Salomeję, która wyszła za mąż za Puciatę Antoniego. Mieli wnuczkę Annę, której mężem był Barbarowicz Bronisław oficer Wojska Polskiego. W roku 1944 gdy wkroczyła na Wileńszczyznę Armia Czerwona Bronisław Barbarowicz mieszkał wraz z rodziną w Zygmunciszkach.
W dniu 05.07.1944 został w podstępny sposób poproszony o wyjście przed dom. W tym momencie Rosjanin z ukrycia zastrzelił go przed własnym domem . Pozostała po nim żona Anna z małym synkiem Waldemarem.
Mój ojciec Franciszek był zaprzyjaźniony z rodziną Barbarowiczów i często z nią rozmawiał .
Żona Bronisława Barbarowicza podarowała dla mego ojca ładnego konia po swoim mężu. Był to dla mego ojca piękny prezent i pamiątka po poległem oficerze. W momencie gdy ojciec przyprowadził tego konia do domu i zaczął nim pracować w gospodarstwie dowiedziały się o tym ówczesne władze sowieckie, że to jest koń oficera Wojska Polskiego. Finał był taki, że ojciec mój został zmuszony do oddania tego konia z powrotem
Franciszek
3] Żywicielka rodziny
Opowieść rodzinna od kolegi Romualda Kromplewskiego z Bydgoszczy
Opowieści mojej teściowej, Matyldy Jaroszewskiej z d. Habdas,
przekazane mi przez jej córk
ę, a moją żonę Elżbietę. (Dotyczączasów I wojny
światowej].Mieszkali
śmy w Oświęcimiu na Zasolu: mama Zuzanna, tata i nas czworo dzieci. Mama była bardzo religijna, pracowała w parafii przy udzielaniu pomocy ubogim. Od nich przywlokła gruźlicę, którą zaraziła mego brata Karola. Potem wycięto mu przez to część płuc. W owym czasie był wielki głód. Nie mieliśmy co jeść. Ojciec pracował wprawdzie na kolei i przynosił wór pieniędzy, ale nic za nie można było kupić. Dostawaliśmy coś niecoś w sklepie u Żyda ?na kreskę?. Potem przychodził on co jakiś czas i zabierał za to z naszego mieszkania co mu się podobało. Mieliśmy wtedy kotkę, taką małą i niepozorną. A w pobliżu były stawy, gdzie hodowano ryby. Kotka chodziła nad te stawy, wyławiała dużą rybę i idąc tyłem ciągnęła ją za sobą do domu W ten sposób żywiła nas wszystkich, a sama też dostawała swą dolę. Niestety, pewnego razu dozorca strzegący stawów ją złapał i zabił. Zginęła nasza jedyna żywicielka.
4] Na zsyłce
Nast
ępna opowieść od Romualda Kromplewskiego. Są to wspomnienia jego kuzyna, księdza Kazimierza Świątka który był zesłany na Syberię , obecnie jest kardynałem BiałorusiDopiero w ostatnich latach pobytu w obozie zdoby
łem opłatki i rodzynki, dzięki czemu mogłem w ukryciu sprawować Mszę Świętą. Jako kielich służył mi mały porcelanowy kubek, natomiast konsekrowane postacie roznosiłem katolikom w pustym pudełku po zapałkach.Na Wielkanoc w obecno
ści kilku więźniów ? katolików, w pralni w kłębach gęstej pary, odprawiłem Mszę Świętą. Jakiż kunsztowny i wzruszający był wielkanocny śpiew ?Wesoły nam dziś dzień nastał?, który rozpocząłem. To była najbardziej pamiętna rezurekcja w moim życiu?.W Workucie za
ś zorganizowałem Wigilię Bożego Narodzenia. Z prycz zrobiliśmy stół i rozłożyliśmy na nim różne potrawy. Ja położyłem przydział chleba, zaoszczędzony przeze mnie w ciągu dwóch dni. Inni, a było ich ponad dziesięciu, rozłożyli najlepsze potrawy, jakie otrzymali z paczek żywnościowych. Były również opłatki. Trzymając w ręce opłatek, zwróciłem się do zebranych. Mój głos drżał, obecni wycierali łzy. Nagle otworzyły się drzwi i wszedł komendant z pistoletem w ręce, a za nim żołnierz z karabinem i sztykiem na nim osadzonym. ? Co wy robicie? ? spytał komendant. Stanąłem naprzeciw niego i zacząłem wyjaśniać obrzęd Wigilii. Wyciągnąwszy rękę z opłatkiem, zaproponowałem mu podzielenie się nim i złożenie życzeń świątecznych. Sytuacja była oryginalna i pełna napięcia. Oto dwie wyciągnięte ręce: moja z opłatkiem i kagebisty z pistoletem. Komendant schował pistolet do kabury, przeprosił, że nie może przyjąć opłatka, ponieważ jest na służbie, ale zezwolił kontynuować tę naszą Wigilię i wyszedł wraz z żołnierzem z celi. Gdy wychodził, zaśpiewałem naszą tradycyjną kolędę ?Wśród nocnej ciszy?. Rano następnego dnia zostałem przeniesiony z Workuty do głuchej tundry północnej
WIERSZE
1] Dwa Wiersze napisane kaligraficznie i w
łasnoręcznie przez Krumplewskiego Michała [ojciec Jerzego Krumplewskiego] do ukochanej podczas internowania w Rumunii w latach 1939 i 1940

|
Aktualizacja: październik 2007 |
|
Kodowanie: Unikodo UTF-8 |
|
|
Aktualigo: oktobro 2007 |
Bonvolu skribi al Franciszek |
© Franciszek Kromplewski 2005 |